Maciej Stuhr po słonecznej stronie życia

Maciej Stuhr po słonecznej stronie życia
Maciej Stuhr po słonecznej stronie życia Fot. mat. prasowe
„Wszyscy mamy przesrane”. Takie słowa często padają z ust zgorzkniałej kobiety zagranej przez Annę Dymną w filmie Janusza Majewskiego „Excentrycy”. Przesłanie dzieła jest jednak zgoła inne, bo zachęca do skupienia się na tym, co dobre i nie popadania w melancholię. Działajmy i nie doszukujmy się problemu tam, gdzie go brak – sugeruje obraz oparty na książce Włodzimierza Kowalewskiego.

Do filmu przyciągają cenieni aktorzy, ale ich role, z paroma wyjątkami, upadają pod naporem kiepskiego scenariusza. To kolejny film z akcją w PRL-u, lecz tło historyczne ma stosunkowo niewielki wpływ na przebieg fabuły. Akcja rozgrywa się pod koniec lat 50. XX wieku. Pełen optymizmu bohater imieniem Fabian, w tej roli Maciej Stuhr, wraca z Anglii do Ciechocinka z zamiarem grania jazzu i zakochuje się w tajemniczej nauczycielce angielskiego. Brakuje prawdziwej intrygi. Konfrontacja bohatera z władzami okazuje się zupełnie nieekscytująca, podobnie zresztą jak wątek miłosny. W obu przypadkach wszystko jest papierowe, więc nie ma miejsca na autentyczne emocje. I na dodatek trudno o zaintrygowanie jakimkolwiek zwrotem akcji. Czynnikami, odwracającymi uwagę od kiepskiego scenariusza i zapełniającymi fabularną pustkę, są efektowne wykonania muzyki jazzowej.

Film ratują postacie stworzone przez Wojciecha Pszoniaka i Sonię Bohosiewicz. Najciekawszy i najzabawniejszy z całego obrazu okazuje się – znakomity Pszoniak – stroiciel fortepianów Felicjan Zuppe. Jego komizm polega na doszukiwaniu się we wszystkim oznak homoseksualizmu. Na cel bierze jednak przede wszystkim wierzsze wybitnych polskich poetów. Według niego wszyscy oni byli homoseksualistami (cytując: „pederastami”) i wystarczy rzucenie oka na ich krypto-gejowskie utwory. Podobną, ale znacznie mniej efektowną, rolę wykreowała Anna Dymna jako gospodyni niemal opustoszałego pensjonatu, gdzie zatrzymuje się Fabian. Bayerowa jest wieczną malkontentką i, odseparowując się od innych, najchętniej „zakopałaby się pod pierzyną”. Jej wypowiedzi są przesiąknięte sarkazmem i czarnym humorem. Czasem bawią, a innym razem nużą, podczas gdy absurdalne teorie Zuppe zawsze kipią humorem. Bezustannie narzekająca kobieta przechodzi wewnętrzną przemianę, kiedy zostaje niejako zmuszona do pracy babci klozetowej. Doskonale odnajduje się w nowej roli i tryska humorem, a jej ulubione „wszyscy mamy przesrane” nabiera nowego wymiaru.
Prawdziwą kreację stworzyła z kolei Sonia Bohosiewicz. Zagrała siostrę Fabiana – udręczoną wewnętrznymi problemami samotną dentystkę. Wanda sprawia wrażenie trapionej kłopotami, ale cierpienie kobiety jest rzadko okazywane na zewnątrz, co czyni je autentycznym. Najciekawsze, że rozterki kobiety okazują się z czasem jedynie wytworem autosugestii i szukania dziury w całym. Cierpienie będące efektem naszej imaginacji oddziałuje na nas tak samo negatywnie, jak realny problem i aktorka znakomicie oddała wewnętrzne udręczenie.

W „Excentrykach, czyli po słonecznej stronie ulicy” mamy parę zabawnych postaci, ale humorystyczne sceny mieszają się z pozbawionym pomysłu scenariuszem. I kiedy z ekranu definitywnie znika Wojciech Pszoniak, dalszy seans ratuje jedynie elektryzująca muzyka jazzowa.

Kontakt z autorem:
piotr.burakowski@interia.pl
Trwa ładowanie komentarzy...