Festiwal Filmowy Pięć Smaków, dzień pierwszy: John Woo, rodzinna patologia i Indie

Festiwal Filmowy Pięć Smaków, dzień pierwszy: John Woo, rodzinna patologia i Indie
Festiwal Filmowy Pięć Smaków, dzień pierwszy: John Woo, rodzinna patologia i Indie Fot. mat. prasowe
Dziewiąta edycja Festiwalu Filmowego Pięć Smaków, wzorem największych światowych festiwali, rozpoczęła się aż trzema pokazami. Uroczystemu otwarciu towarzyszył seans zrekonstruowanego cyfrowo „Lepszego jutra” Johna Woo z 1986 roku. Poza tym mieliśmy okazję obejrzeć poruszający koreański obraz i, w ramach pokazu specjalnego, nietypowy indyjski film. Jednym zdaniem, zaczęło się ciekawie.

Patologia to często domena hermetycznie zamkniętych wiosek i miasteczek, gdzie wszyscy przymykają oko na postępki sąsiada. Tak samo jest z miasteczkiem przedstawionym w „Otwórz mi drzwi” – nawet zamieszkujący je policjanci są mentalnie ograniczeni. Nie dostrzegają przede wszystkim krzywdy maltretowanej przez ojczyma i babkę dziewczynki. Dziecko wychowuje się w domu pełnym alkoholu i codziennie słyszy, że jest „szmatą i małą dziwką”. Doznaje, zamiast przytulania, policzkowania i kopania. To ofiara bez szans na wyrwanie się ze spirali przemocy. Widzimy, jak złe traktowanie niszczy psychikę dziecka i wywołuje pewne wypaczenia w jego zachowaniu. Do-Hee dostaje jednak ciepło i akceptację, kiedy bierze ją pod swoje skrzydła przeniesiona policjantka. Dziewczynka i kobieta rozpoczynają własną – oddzielną – walkę z oprawcami. Debiutanckie dzieło July Jung to udane psychologiczne studium dziecięcej ofiary, rodzinnej patologii i ludzi obojętnych na krzywdy innych, bo ograniczonych pod względem mentalnym. Efekt dopełniają dwie znakomite kreacje; policjantkę zagrała Bae Doo-na znana z „Atlasu chmur”, dziewczynkę popularna aktorka dziecięca i serialowa Kim Sae-ron. Obie stanowią niezwykle silne, pełne indywidualizmu postacie będące ofiarami wypaczonego systemu i miasteczka-kloaki.
Zupełnie inne kino, mające na celu rozweselenie widza, a nie zachęcenie go do refleksji nad ludzką kondycją, to „Bahubali: Początek”. Dawno nie widziałem tak oryginalnego i tandetnego filmu rozrywkowego. Akcja jest pełna groteski i często zupełnie idiotyczna, efekty komputerowe wołają niejednokrotnie o pomstę do nieba, natomiast postacie są jednowymiarowe i przerysowane. Wymienione elementy, przeplatane wyjątkowym humorem, paradoksalnie zaskarbiają serce widowni. Tytułowy bohater to prostoduszny ancymon, nie zdający sobie sprawy ze swojej boskiej siły, z czasem jednak – rzecz jasna – odkrywający prawdziwe przeznaczenie. Przełomem dla bohatera jest moment, kiedy poznaje przepiękną kobietę. Devasena opiera się początkowo jego zalotom i, w akcie zemsty za pewne wygłupy, toczy z nim walkę. Bahubali jest jednak silniejszy i sprytniejszy, a poza tym ma fantazję, dlatego podczas starcia... stopniowo rozbiera przeciwniczkę. Takich kuriozalnych scen jest w filmie znacznie więcej. „Bahubali: Początek” to prawdopodobnie jedno z najbardziej nietypowych dzieł na festiwalu znanym z nietuzinkowego kina.



Oba filmy zaostrzają apetyt na więcej, a pokaz „Lepszego jutra” to doskonały wstęp retrospektywy dzieł Johna Woo. Festiwal Filmowy Pięć Smaków w Warszawie potrwa do 20 listopada.

Kontakt z autorem:
piotr.burakowski@interia.pl
Trwa ładowanie komentarzy...