Roman Polański: niezłomny człowiek i artysta. Ominęła go kula, ale cios w głowę prawie zabił

Roman Polański
Roman Polański Fot. kadr z filmu "Roman Polański: Ścigany i pożądany"
Wybitnych artystów cechuje zazwyczaj nie tylko ogromna ambicja, ale i niezachwiana wiara we własne możliwości. Obie te cechy miał już od najmłodszych lat Roman Polański, który ani przez chwilę nie zwątpił w marzenia.

Kiedy jako dziecko odwiedzał kino, stawał się bohaterem filmu albo stojącym za kamerą reżyserem. Oglądając spektakl teatralny, był pewien, że z czasem to on przyciągnie ze sceny uwagę widowni. Były to tylko niewinne dziecięce fantazje, ale nawet będąc dorosłym, nie wątpił, że kiedyś się urzeczywistnią. Wręcz przeciwnie, wierzył, że takie jest jego nieuchronne przeznaczenie.

Urodził się w 1933 w Paryżu, gdzie mieszkał przez pierwsze trzy lata życia. Następnie jego rodzice przeprowadzili się do rodzinnego Krakowa. Mieszkanie w dawnej stolicy było początkowo przepełnione beztroską. Polański wspomina ze szczególnym zachwytem Wianki, które były dla chłopca o tak ogromnej wyobraźni jak jego iście magicznym wydarzeniem. W Wiankach uczestniczył ze starszą przyrodnią siostrą, która zabierała go również do kina. Pierwszym filmowym obrazem, który utkwił mu w pamięci, była schodząca po schodach w szyfonowej sukni Jeanette MacDonald w musicalu „Zakochani” (1938).

Ojciec Polańskiego miał małą wytwórnię galanterii, matka zajmowała się zaś domem, w którym zawsze panował nienaganny porządek. Rodzice dobrze traktowali syna, mimo to łatwo można było zranić jego dumę. Na piąte urodziny dostał od ciotki piękny wóz strażacki z załogą, którą można było wyjmować. Kiedy rodzice z gośćmi byli pochłonięci rozmową, chłopczyk próbował wyjąć także kierowcę przyklejonego do siedzenia, i przypadkiem zniszczył figurkę. Przerażony, ukrył ją w piecu. Gdy zjawili się dorośli, by zobaczyć, co robi dziecko, odkryli brak kierowcy. Roman udał, że nic o tym nie wie, matka odnalazła jednak zniszczony element zabawki. „Wybuch pobłażliwego śmiechu, z jakim spotkało się moje wykroczenie, zranił mnie bardziej, niż gdyby wymierzono mi najsurowszą karę” – wspomina. Z okazji szóstych urodzin Romana zaproszono kilkoro dzieci, które przyszły nieco za wcześnie. Solenizant siedział właśnie na nocniku, a matka powiedziała dzieciom, że „Romek siedzi na tronie”. Wtedy chłopczyk mało nie zapadł się pod ziemię wraz ze wspomnianym nocnikiem i za nic nie chciał wyjść do gości.

Cukier zebrany z drogi
Beztroskie życie miało niedługo zamienić się w wojenny koszmar. W całym mieście dawało się odczuć rosnące napięcie: wzmacniano sklepowe szyby i witryny, przygotowywano rowy obronne. W obliczu nadchodzącego zagrożenia, po długotrwałych naradach ojciec Polańskiego zdecydował, że rodzina wyjedzie do Warszawy. Sam postanowił zostać w Krakowie, by pilnować rodzinnego majątku. Był przekonany, że w stolicy żona i dzieci będą bezpieczniejsi. Po przyjeździe do Warszawy nadeszło brutalne zderzenie z rzeczywistością. Często noce, a czasem nawet całe dnie matka i dzieci spędzali w schronie – ciasnej i dusznej piwnicy w kamienicy, gdzie kłębiło się po kilka rodzin. Przypuszczano, że Niemcy wykorzystają gazy łzawiące. Warszawiacy mieli do dyspozycji maski przeciwgazowe, pozostali wykorzystywali zazwyczaj tampony domowej roboty. Poza ciągłym strachem przed bombardowaniem i zagazowaniem, najbardziej uciążliwy był rzecz jasna brak wody i jedzenia.
Jedna ze scen w „Pianiście” (2002) przedstawia kobietę, która upuszcza puszkę. Jej zawartość rozsypuje się na jezdnię, a starszy mężczyzna rzuca się na kolana i łapczywie zlizuje jedzenie; zrozpaczona kobieta bezradnie uderza w niego piąstkami. Pewnego razu matka Polańskiego przyszła do mieszkania ze zdobyczą w postaci cukru, który zebrała z drogi. Był zmieszany ze żwirem, dlatego roztopiła go w blaszanej puszce i przecedziła przez szmatę. Następnie upiekła ciasteczka, które sprzedała, by zarobić trochę pieniędzy. Po wodę wystawało się godzinami w kolejce do studni. Jej brak był szczególnie odczuwalny, gdy Polańscy musieli przez dłuższy czas żywić się wyłącznie małosolnymi ogórkami, które udało zdobyć się zaradnej matce. Ta umiejętność radzenia sobie w trudnej sytuacji jest o tyle ciekawa, że matka Polańskiego pochodziła z bogatej rosyjskiej rodziny i była przyzwyczajona do wygodnego życia. W Krakowie zawsze miała do pomocy służącą.

Roman, nie rozumiejąc jeszcze powagi sytuacji, upodobał sobie zabawy w lejach po bombach. Pewnego razu, kiedy bawił się na zewnątrz, ujrzał ojca. Był nieogolony i do tego stopnia wychudzony, że w pierwszej chwili go nie rozpoznał. Nadeszła pora, by rodzina opuściła wojenne epicentrum i wróciła do Krakowa. Roman poszedł do szkoły, ale nudził się na monotonnych zajęciach. Spodobał mu się jednak ogromny szkolny epidiaskop. Najbardziej fascynował go sposób jego działania. Denerwowało wszystkich, gdy podczas wyświetlania kolejnych ilustracji majstrował przy urządzeniu. Po upływie kilku tygodni zakazano żydowskim dzieciom chodzenia do szkół. Zachwyt epidiaskopem zaowocował jego kupnem, lecz dopiero po wojnie, kiedy Roman zdobył pieniądze ze sprzedaży znalezionych figurek Disneya.

Polańscy przenieśli się pod przymusem do nowego mieszkania. Było przestronne, ale zamieszkiwało je kilka rodzin. Wszystkim doskwierała ciasnota. O wiele gorsze było jednak to, że dookoła budowano mur. Dla Romana widok zamurowywania, który ujrzał przez okno, był wstrząsający. Mimo to znalazł w sobie entuzjazm do zabaw z rówieśnikami, jazdy na sankach czy wymiany znaczkami. Pomimo ubogiej wiedzy, nowi koledzy edukowali go w dziedzinie seksu.

Podczas pobytu w getcie Roman poznał około dwunastoletniego Pawła. Stał się on jego pierwszym przyjacielem. Był niebywale bystry i ogromnie ciekaw otaczającego świata, choć cierpiał z powodu biedy, braku matki i okrutnego ojczyma, który go bił. Razem z Pawłem wymykał się z getta, przede wszystkim jednak za sprawą przyjaciela poznał wiele naukowych ciekawostek. Pewnego dnia Paweł i jego ojczym zniknęli. Sytuacja stawała się coraz bardziej przerażająca i niebezpieczna. Roman był świadkiem, jak niemieccy żołnierze prowadzą grupę kobiet. Była wśród nich staruszka, która miała problem z zachowaniem tempa. Oficer co pewien czas szturchał kobiecinę. W pewnym momencie upadła, zawodząc błagalnie po żydowsku. Żołnierz nagle wyjął pistolet i strzelił jej w plecy. Widząc to, chłopczyk uciekł i schował się pod schodami, gdzie przerażony spędził wiele godzin.

Matka Polańskiego rozpoczęła pracę jako sprzątaczka w siedzibie gubernatora generalnego Hansa Franka. Będąc Żydem, został on uznany przez Adolfa Hitlera za „prawdziwego Niemca”. Praca zapewniła kobiecie przepustkę, która umożliwiała wychodzenie z getta. Mimo ważnej przepustki, została aresztowana, kiedy wracała z pracy do getta. Ojciec, mówiąc synowi, że zabrano mamę, rozpłakał się. Roman poprosił go, by tego nie robił, gdyż zwracali na siebie uwagę. Sam nie uronił ani łzy. „Nie miałem wtedy najmniejszych wątpliwości, że [matka i ja] będziemy znowu razem”. Opowiadając jednak po latach o tamtym wydarzeniu w dokumencie „Roman Polański: moje życie” (2011), widzimy, jak o mało nie wybucha płaczem.
Roman, dzięki zapobiegliwości ojca, ukrywał się w różnych domach, aż trafił na wieś do ubogiej rodziny. Był zachwycony przyrodą, ale często doskwierał mu głód i nie mógł znaleźć wspólnego języka z domownikami. Chodził jednakże chętnie po mleko do pobliskiego gospodarstwa, gdzie mieszkała dziewczynka imieniem Julia, w której się podkochiwał. Przed każdym wyjściem, dla wywołania lepszego wrażenia, zakładał przetłuszczony kaszkiet. Był jednak na tyle nieśmiały, że nie miał odwagi porozmawiać z Julią.

Kiedy pewnego dnia zbierał w lesie jeżyny, o mało nie trafiła go kula, którą wystrzelił z oddali niemiecki żołnierz. Chłopiec popędził, ile sił w nogach, ukrył się w brzezinie i przesiedział tam do zmroku.

Kolejna ucieczka przed śmiercią
Nadszedł czas powrotu do Krakowa i upragniony koniec wojny. Polański zaczął uczęszczać do szkoły i brał korepetycje. Wstąpił do harcerstwa i za sprawą skeczu przy ognisku odkrył aktorskie powołanie. „Byłem nieśmiały i oto nagle poczułem przypływ pewności siebie. Było to uczucie, jakiego człowiek doznaje tylko raz w życiu: odkrycie wrodzonego talentu, który umożliwia dawanie przyjemności innym”.

Mając trzynaście lat, odwiedził krakowską rozgłośnię radiową, gdzie spotkał Marię Billiżankę, która odpowiadała za jedno z dziecięcych słuchowisk. Wyglądający na siedmiolatka nastolatek powiedział, że dzieci występujące w jej słuchowisku brzmią sztucznie. Kobieta była zaskoczona, ale zaproponowała mu zaprezentowanie swoich możliwości. Pewny siebie dzieciak przedstawił monodram, w którym wcielił się w starego i doświadczonego życiem człowieka, imitując przy tym wspaniale wymowę gwarową. Billiżanka była do tego stopnia zachwycona, że zaproponowała mu pracę przy tworzeniu słuchowiska. Prowadziła także Teatr Młodego Widza, dzięki czemu Roman sprawdził się również jako aktor teatralny. Zagrał m.in. w „Synu pułku” (1947). Sztuka odniosła ogromny sukces i pokazała uzdolnienia naturszczyka.

Nieszczęścia nadal jednak chodziły za Romanem. W wieku piętnastu lat chciał kupić od starszego o kilka lat chłopaka sportowy rower. Pod pozorem transakcji został zwabiony do starego bunkra. Otrzymał cios w głowę, który niemal go zabił. Okazało się później, że sprawca nieszczęścia był poszukiwany za kilka morderstw. Schwytano go i powieszono. Polański po raz kolejny uniknął śmierci.

Za niski do szkoły aktorskiej
„Już jako chłopiec kochałem kino. Kiedy rodzice zabierali mnie do kina przed wojną, przechodziły mnie dreszcze” – wspomina w jednym z wywiadów. Polański postanowił, że spróbuje swoich sił w krakowskiej szkole teatralnej. Znał wielu tamtejszych studentów, w tym Bogumiła Kobielę i Zbigniewa Cybulskiego, którzy byli pewni, że zostanie przyjęty. Pomagał nawet mniej doświadczonym kolegom, pragnącym również rozpocząć studia teatralne. „Mój sukces wydawał się im oczywisty – mnie zresztą też”. Dostali się wszyscy znajomi Polańskiego, ale nie on sam. Został odrzucony ze względu na niski wzrost. Był zdruzgotany.
Przyszły reżyser próbował swoich sił w dostaniu się na inne studia. Wszędzie doznawał porażki. Nie przyjęto go nawet na filologię rosyjską, która cieszyła się najmniejszą popularnością. Wpadł na pomysł, by uciec za granicę, bo inaczej czekała go obowiązkowa służba wojskowa. Plan spełznął na panewce. Pojawiła się jednak dobra wiadomość. Polański otrzymał rolę młodocianego chuligana w debiutanckim pełnometrażowym filmie Andrzeja Wajdy „Pokolenie” (1955).

Dokumenty Polańskiego zaginęły, zniknął więc problem z poborem do wojska. Grał w kolejnych filmach i coraz lepiej znał środowisko. Zdecydował, że spróbuje swoich sił w walce o miejsce na wydziale reżyserii Łódzkiej Szkoły Filmowej. Dostał się bez trudu. Dla Polańskiego Łódź była szarym i przygnębiającym miastem, tym niemniej Filmówka pozwalała na poznanie ciekawych ludzi i miała niejedno do zaoferowania. „Szkoła z wielu powodów była jednak miejscem nadzwyczajnym. Zważywszy na powojenny brak środków, miała znakomite wyposażenie i dysponowała liczną kadrą”.

Pierwszą etiudą, poprzedzoną kilkoma innymi, która przyniosła mu rozgłos, byli „Dwaj ludzie z szafą” (1958). Alegoryczna fabuła z akcją w Gdańsku i Sopocie opowiadała o izolacji społecznej. Bardzo istotnym elementem filmu była oprawa muzyczna. Krzysztof Komeda, popularny i ceniony jazzman, będąc pod ogromnym wrażeniem zdolności Polańskiego, zgodził się na przygotowanie muzyki. Krótkometrażówka wzięła udział w konkursie brukselskiej wystawy Expo 1958. Zdobyła drugie miejsce. „Dwaj ludzie z szafą” stali się pierwszą szkolną etiudą, którą można było obejrzeć w naszych kinach. Początkujący reżyser został oddelegowany z ramienia Ministerstwa Kultury po odbiór nagrody do Brukseli. Korzystając z okazji, zawitał do Paryża, w którym odwiedził siostrę i jej męża.

Po swoim pierwszym reżyserskim sukcesie, Polański zachwycił się osiemnastoletnią aktorką Barbarą Kwiatkowską. Była niebywale urodziwa: miała piękną twarz, pełne usta, wielkie oczy i wspaniałą figurę. Początkowo wydawało się, że Roman może liczyć z jej strony jedynie na przyjaźń, ale stopniowo relacja nabierała intymnego charakteru. Para pobrała się w 1959. „Wciąż pamiętam nagły skurcz serca, kiedy o świcie wyślizgnęła się z łóżka i stanęła przy oknie, żeby wyjrzeć na ulicę. Była naga. Nigdy nie widziałem takiej doskonałości, ale dumę posiadacza mąciła świadomość lęku, że nigdy już nie zaznam podobnie szarpiącej namiętności, a z powodu smutnej siły przyzwyczajenia zniknie żywość reakcji i dziewczyna przestanie mnie fascynować”. Jednak to Kwiatkowska zdecydowała się na rozwód. „Jego seksualny ekshibicjonizm zawsze mnie odrzucał. W filmach Polańskiego kobiety są wykorzystywane, niszczone. Ja wyrwałam się z takiego poniżenia, po prostu uciekłam”.

Nominacja do Oscara i druga żona
Twórca „Dwóch ludzi z szafą” przygotował jeszcze kilka krótkometrażówek, po czym zapragnął stworzyć film pełnometrażowy. W ten sposób narodził się pomysł nakręcenia „Noża w wodzie” (1962). Polański i jego dwaj przyjaciele, Jakub Goldberg i Jerzy Skolimowski, przygotowali scenariusz. Początkowo został on odrzucony przez ówczesną władzę, później jednak został zaakceptowany. Po premierze dzieło początkującego reżysera spotkało się z krytyką Władysława Gomułki. W tej sytuacji Polańskiemu nie pozostawało nic innego, jak tylko spróbować swoich sił za granicą. Było jasne, że nikt w Polsce nie pozwoli mu na nakręcenie kolejnego filmu. I to nawet pomimo tego, że „Nóż w wodzie” zdobył nominację do Oscara w kategorii najlepszy film zagraniczny (ostatecznie przegrał z „Osiem i pół” Federico Felliniego), co zdarzyło się po raz pierwszy w historii rodzimego kina.
„Wstręt” (1965) i „Matnia” (1966) – następne dwa pełnometrażowe filmy, były kręcone w Anglii i mimo niskiego budżetu pokazały ogromny talent do kreowania atmosfery przytłoczenia i wyobcowania. Czwarty obraz w filmografii artysty, „Nieustraszeni pogromcy wampirów” (1967), był zgoła odmienny, stanowił bowiem połączenie filmu grozy i komedii. Jest to jedna z najbardziej niedocenionych pozycji w dorobku twórcy, która zachwyca nastrojem, humorem i grą aktorską samego Polańskiego. Grany przez niego bohater zakochuje się w pięknej, rudowłosej dziewczynie porwanej przez hrabiego wampira. W rolę dziewczyny wcieliła się, wtedy dwudziestodwuletnia, Sharon Tate. Roman i Sharon zakochali się w sobie na planie. Wykwitł płomienny romans, który po skończeniu prac nad filmem zaowocował małżeństwem.

Prawdziwym przełomem w karierze młodego artysty była realizacja dla Paramount Pictures „Dziecka Rosemary” (1968). Oznaczała ona niepowtarzalną okazję do zaistnienia w Hollywood. Reżyser bezbłędnie wykorzystał szansę, tworząc bodaj najbardziej dopracowany i sugestywny obraz w swojej karierze. Wszystko to było zasługą nie tylko talentu, ale i perfekcjonizmu. Sceny, zwykle długie i oparte na jednym ujęciu, były powtarzane po kilkadziesiąt razy. Doszło nawet do tego, że odgrywająca główną rolę Mia Farrow chciała oskarżyć reżysera o znęcanie się. Dziś rola w jego filmie uważana jest za najlepszą w jej dorobku. Podczas prac nad filmem Polański staje się wszechwiedzącym i narcystycznym demiurgiem. Taka postawa, owocująca wybitnymi filmami, jest charakterystyczna dla wielu reżyserów. „W chwili gdy rozpoczynam pracę nad filmem, nabieram pewności siebie. Moje ego dostaje kopa. Rozgrzewam się, powtarzając sobie, że jestem najlepszy, mam największy talent, jestem geniuszem filmu. Wierzę, że film osiągnie sukces, co zmienia moje nastawienie do ludzi. Żądam od nich rzeczy, jakich w innym wypadku nigdy bym nie żądał”.

Po ogromnym sukcesie „Dziecka Rosemary” doszło do tragedii. Zamordowano, będącą w ósmym miesiącu ciąży, żonę Polańskiego i kilkoro przyjaciół rodziny. Wszyscy przebywali w wynajętej willi w Bel Air, podczas gdy reżyser w Londynie rozmawiał z producentami o nowym filmie. Zbrodni dokonali wyznawcy Charlesa Mansona. Sharon Tate została wielokrotnie ugodzona nożem w piersi i brzuch, następnie dwukrotnie do niej strzelono, po czym ciało kobiety powieszono w holu.

Morderstwa nie miały rzecz jasna, jak sugerowały media, związku z ostatnim filmem Polańskiego z nurtu horroru satanistycznego. Wynajmowana willa należała do producenta muzycznego, który odmówił Mansonowi pomocy w karierze artystycznej – przywódca sekty zapowiedział mu zemstę. W efekcie zrealizował ją przypadkiem na niewłaściwych osobach. Filmowiec tak opowiadał o tragicznie zmarłej żonie: „Sharon była chodzącym dobrem dla wszystkich i wszystkiego – dla ludzi, zwierząt, wszystkiego. Była samym dobrem. Kimś zupełnie wyjątkowym. Trudno opisać jej charakter. Po prostu miała w sobie nieskończone dobro, nieskończoną cierpliwość, nigdy nie spotkałem kogoś podobnego. Dowodem jej cierpliwości jest fakt, że żyła ze mną, bo przebywanie w mojej obecności musi być ciężką próbą. Nigdy nie wpadała w złość, nigdy nie miała humorów. Podobało jej się bycie żoną”.

Podnoszenie się po tragedii i seks z nieletnią
Wszystko to było ogromnym wstrząsem dla i tak już wielokrotnie dotkniętego przez los artysty. Oznaczało nie tylko utratę wspaniałej kobiety, ale i dziecka. W Polańskim zaszła negatywna metamorfoza. „Po śmierci Sharon nie tylko stałem się fizycznie podobny do ojca, ale przejąłem pewne jego cechy charakteru: wrodzony pesymizm, wieczne niezadowolenie z życia, typowe dla judaizmu poczucie winy i przekonanie, że za każdą szczęśliwą chwilę trzeba zapłacić”. Twórca „Dziecka Rosemary” potrzebował około roku na względne dojście do siebie. Po tym okresie kręcił „Tragedię Makbeta” (1971). Polański już jako chłopak był ogromnym miłośnikiem Szekspira i znał wszystkie jego sztuki. Dzieło, mimo kunsztownego wykonania, nie odniosło sukcesu, podobnie jak jego kolejny film – komedia erotyczna „Co?” z 1972. Uznanie zdobył dopiero film „Chinatown” (1974) z Jackiem Nicholsonem. Obrazowi przyznano 11 nominacji do Oscara i do dziś jest on uważany za jedno z największych dzieł kinematografii.
Po nakręceniu filmu reżyser otrzymał propozycję wykonania sesji zdjęciowych nastoletnich dziewczyn dla magazynu „Vogue Hommes”. Przystał na nią, dzięki czemu magazyn pochwalił się zdjęciami eterycznej piętnastoletniej Nastassji Kinski. Z czasem doszło nawet do przelotnego romansu między nią a artystą. Drugą dziewczyną była trzynastoletnia Samantha Gailey (obecnie Geimer), ale w tym wypadku sprawy potoczyły się zgoła inaczej. Sesja zdjęciowa, za przyzwoleniem matki dziewczyny, odbyła się w willi wówczas nieobecnego Jacka Nicholsona. Samantha grała dorosłą kobietę. Powiedziała reżyserowi, że uprawiała już seks. Było to wyznanie dziewczynki, która z wypiekami na twarzy potajemnie czytała „Radosny seks” z biblioteczki matki. Nie obyło się bez szampana i afrodyzjaku w formie tabletki. Akcja przeniosła się do jacuzzi, gdzie Samantha rozebrała się. Po latach Geimer przypomina tamte zdarzenie: „Wszystko uderza mi do głowy: para, gorąca woda, alkohol, tabletka i panika. […] A potem się na mnie kładzie i zaczyna schodzić coraz niżej. Oczywiście wiem, co robi, bo o tym czytałam, ale nikt mi tego wcześniej nie robił. Pyta, czy to jest przyjemne. To jest przyjemne i to jest samo w sobie straszne. Nie chcę tego robić, mówi mój umysł, ale ciało mnie zdradza. Ale nie walczę. Po co walczyć? On chce tylko mieć orgazm, ten mały spazm, który napędza cały świat. Decyduję, że pozwolę mu to zrobić, w końcu nie może być aż tak źle, to tylko seks. Nie chce mnie skrzywdzić. I będzie po wszystkim. Odgrywamy tylko swoje role”.

Reżyser został aresztowany 11 marca 1977 w Los Angeles. Zarzucono mu takie przestępstwa, jak zaopatrzenie osoby nieletniej w narkotyki, dopuszczenie się czynów lubieżnych względem dziecka, czyn nierządny, gwałt za pomocą narkotyków, deprawowanie dzieci i pederastię. Polański był skłonny przyznać się jedynie do seksu z nieletnią za jej zgodą. Obie strony sprawy uznały, że doszło do bezprawnego stosunku płciowego. Ugoda oznaczała przyznanie się do jednego zarzutu, a wymiar kary miał być zależny od raportu kuratora. Co istotne, w tamtych czasach nie było dokładnie określone, ile lat więzienia grozi za bezprawny stosunek – w grę wchodziło nawet 50 lat odsiadki. Polański przyznał się do odbycia stosunku z kobietą, która nie była jego żoną i nie ukończyła 18 lat. Na wniosek prawnika reprezentującego dziewczynę doszło do ugody, uniknięto więc procesu i dodatkowego rozgłosu.

Sędzia Laurence J. Rittenband, mający za sobą wiele spraw sławnych ludzi, skierował jednakże Polańskiego na badania psychiatryczne, które miały orzec, czy u oskarżonego nie występują zaburzenia seksualne. Psychiatra, który badał reżysera, wspomina: „To sympatyczny i nieco powściągliwy facet. Rozmowa z nim była bardzo bezpośrednia. Bagaż doświadczeń Polańskiego wystarczyłby dla tuzina ludzi. Dzieciństwo, zagubienie. W końcu udało mu się stworzyć stabilny związek, który stracił w mgnieniu oka. Po tym miał trudności w związkach z kobietami, był bardzo niezdecydowany. Może ze strachu. Moja opinia zgadzała się z zaleceniami wydziału resocjalizacji. Nie skupiałem się na tym, czy powinien iść do więzienia – interesowała mnie strona psychiczna. Polański nie kwalifikował się jako chory z zaburzeniami seksualnymi”.

Następnie, lekceważąc wyniki badań psychiatrycznych, sędzia chciał wysłać Polańskiego na 90-dniowe badania diagnostyczne do więzienia stanowego w Chino. Miała to być forma kary, mimo że prawo tego zabraniało, o czym sędziemu przypomniał prawnik Geimer. Rittenband zaproponował nawet odegranie rozprawy, w której – w ramach kompromisu – zdecydowałby o pobycie reżysera w Chino. Prawnicy, nie mając zbytnio innego wyjścia, zgodzili się na warunki sędziego. Polański był jednak zaangażowany w kręcenie filmu, dlatego wyrok przesunięto w czasie i pozwolono mu wyjechać do Europy, gdzie trwały prace.
W Monachium zrobiono zdjęcie reżyserowi bawiącemu się w towarzystwie młodych kobiet i opublikowano je w prasie. Fotografia rozsierdziła sędziego. Poczuł, że został ośmieszony i nakazał Polańskiemu powrót. Po 42 dniach obserwacji twórca „Noża w wodzie” został wypuszczony z więzienia. Pojawiał się coraz większy nacisk ze strony mediów. Rittenband czuł się skompromitowany i chciał wymierzyć Polańskiemu surową karę. Nie dotrzymał obietnicy o wypuszczeniu go po badaniach diagnostycznych, uzasadniając to nadmierną krytyką jego osoby w mediach. Zamierzał odegrać kolejny spektakl, który miał polegać na przyznaniu wyroku w obecności przedstawicieli prasy, a następnie na nieoficjalnym zwolnieniu Polańskiego z więzienia.

Artysta stracił wiarę w sprawiedliwy proces i zaufanie do sędziego, dlatego uciekł do Paryża. W wyniku licznych nieprawidłowości sędzia został odsunięty od sprawy 24 lutego 1978. Geimer wyznała po latach: „Byłam młoda, ale czułam, że sędziego interesował rozgłos, a mnie i Polańskiego miał w nosie. Reżyserował mały show, w którym nie chciałam uczestniczyć”. W 1994 doszło do kolejnej ugody między Geimer a reżyserem – kobieta otrzymała 200 tys. dol. odszkodowania. „Myślę, że miałem ogromnego pecha, trafiając na sędziego, który źle rozumiał sprawiedliwość. Igrał ze mną przez rok. Zostałem potraktowany jak mysz, którą znudzony kocur po prostu się bawi” – wspomina filmowiec.

Niezłomny człowiek i artysta
Stolica Francji zapewnia reżyserowi bezpieczeństwo i pozwala wrócić do pracy. Polańskiemu udaje się nakręcić adaptację powieści Thomasa Hardy'ego „Tess” (1979) z Nastassją Kinski. Poza tym w Warszawie reżyseruje sztukę „Amadeusz” (1982) Petera Shaffera, która odnosi ogromny sukces – artysta zagrał w niej główną rolę. W 1988 występuje z kolei w Paryżu w spektaklu „Przemiana” według Franza Kafki. W tym roku żeni się z francuską aktorką i piosenkarką Emmanuelle Seigner, która tworzy jedną z najbardziej zmysłowych kreacji w historii kina w filmie Polańskiego „Gorzkie gody” (1992). Para ma dwoje dzieci – córkę Morgan, znaną z emitowanego od 2013 serialu „Wikingowie”, i młodszego syna Elvisa.

W 1999 premierę mają „Dziewiąte wrota” – drugi horror satanistyczny w karierze reżysera, w którym zagrali Johny Depp i Emmanuelle Seigner. Warto o nim wspomnieć, ponieważ jako jeden z nielicznych filmów Polańskiego nie zyskał przychylności publiczności i krytyki. „Pianista” (2002) zostaje jednakże uznany za najlepszy film roku w Anglii, Francji, Hiszpanii i Polsce. Filmowiec otrzymuje Oscara za reżyserię. Statuetkę odbiera Harrison Ford, który zagrał u niego przed laty w filmie „Frantic” (1988).

Artysta z oczywistych względów nie mógł osobiście odebrać statuetki, ale w 2008 pojawia się film dokumentalny Mariny Zenovich „Roman Polański: Ścigany i pożądany”. Analizuje on proces sądowy reżysera, demaskując jego liczne błędy i naruszenia. W efekcie adwokaci Polańskiego występują z wnioskiem do sądu w Los Angeles o umorzenie sprawy. Skutki są zgoła odwrotne od zamierzonych – prokuratura wnioskuje o ekstradycję.
We wrześniu 2009 Polański przylatuje do Szwajcarii, by odebrać nagrodę za całokształt twórczości. Zostaje aresztowany na lotnisku w Zurychu. Pod koniec listopada, po wpłaceniu kaucji wynoszącej 3 mln euro, kara więzienia zostaje zamieniona na areszt domowy w willi Polańskiego w szwajcarskim Gstaad. W domowych warunkach pracuje nad „Autorem widmo” (2010), a dziennikarze nieustannie otaczają dom. Władze Szwajcarii decydują się 12 lipca 2010 na uwolnienie Polańskiego z aresztu domowego, nie dochodzi więc do ekstradycji. Udaje mu się nakręcić „Rzeź” (2011) i „Wenus w futrze” (2013).

W styczniu 2015 sprawa Polańskiego znów powróciła, gdyż pojawił się kolejny wniosek (pierwszy miał miejsce w 2010) o jego ekstradycję z Polski. Sąd i krakowska prokuratura zdecydowały o niezezwoleniu na ekstradowanie polskiego obywatela do USA.

Roman Polański zdaje się człowiekiem niezłomnym – zarówno w przepełnionym tragediami życiu prywatnym, jaki i karierze filmowej. Ma nadal wiele do przekazania jako artysta i wytrwale stawia czoła problemom, które już dawno przytłoczyłyby przeciętnego człowieka. Będąc dzieckiem z Krakowa dotkniętym Holocaustem, marzył o wielkiej karierze filmowej, a już pierwszymi dziełami udowodnił, że jest wybitnym reżyserem. Doradza, że „najważniejsze to bujać w obłokach”.

Kontakt z autorem:
piotr.burakowski@interia.pl
Trwa ładowanie komentarzy...